Go to Top

Nasze historie

D jak dom. Po kilku latach życia na obczyźnie wróciłam do domu. Do mojego miasta, gdzie wszystko miało być piękne. Doniesienia z kraju, oglądane w mediach daleko od domu, pozbawione były głębokich emocji. Dopiero bycie miedzy ludźmi, dyskusje i śledzenie życia na bieżąco przyniosło ze sobą ładunek emocjonalny. W sieci padło hasło: 3.10 czas na #ogolnopolskistrajkkobiet poczułam, że nie mogę być bierna, że to ważne wydarzenie. Wydarzenie, które może coś zmienić, choć było wiele niewiadomych, wątpliwości i strachu. Aktywnie włączyłam się w przygotowania do protestu, poznałam dziesiątki wspaniałych Kobiet i Mężczyzn (jesteście cudowni ❤), dla których sprawy kobiet są istotne. Poczułam, że musze zabrać głos, zamanifestować i podkreślić, że #mysleczujedecyduje. Mimo zimna i deszczu solidarność miedzy pokoleniowa, solidarność społeczna, solidarność taka po prostu miedzy ludźmi była odczuwalna. Trzeciego października udało się, tysiące Kobiet wyszły na ulice, jak będzie 8.03? Do protestu przyłączają się Kobiety z każdej półkuli, z każdego kontynentu. Nadszedł czas, kiedy Kobiety razem krzyczą #mamydosc!

Asia Kwiatek

M jak Mały Rynek, a dokładniej „Bonobo”. Miejsce, w którym pod koniec września 2016 r. wszystko się dla mnie zaczęło. Podczas spotkania organizacyjnego na temat Ogólnopolskiego Strajku Kobiet 3 października poznałam niesamowite grono osób zaangażowanych w sprawę kobiet. 3 października, po godzinie 19, siedziałam tam znowu, cała mokra od deszczu, oszołomiona. Ciągle musiałam uświadamiać sobie, że te 5000, które zgłosiłyśmy w formularzu Zgromadzenia publicznego, pomnożyły się razy 4, że energia tłumu i ta moc jest niesamowitym zapłonem do działania, że wqurwu kobiet nikt nie powstrzyma i że to tylko początek... 3 października biegłam przez Mały Rynek z megafonem, którego ktoś zapomniał i cóż... biegnę tak dalej!

Jelena Dadu

F jak Facebook Bo wszystko zaczęło się od pewnej grupy na facebooku… Wrzesień 2016. Razem z koleżanką decydujemy się przyjść na protest 25 września w niedzielę na Rynek krakowski (mój pierwszy protest w życiu, ale sprawa ważna, więc idziemy). Po proteście siedzę sobie na fejsie i czytam, co się dzieje i nie mogę uwierzyć. Czytam, co piszą na grupie strajkowej.. czytam jak zgłosić protest, ale boję się… wtem widzę posta... ktoś już to zrobił. I jest ogłoszenie o spotkaniu organizacyjnym. Myślę sobie: pewnie tam będą feministki… te rozwrzeszczane, rozemocjonowane, które nienawidzą wszystkich facetów. Ale nic zobaczmy... najwyżej wrócę do domu… Przyszłam: jest małe zamieszanie, wszyscy chcą coś mówić naraz, ale jakoś się wszyscy organizują, spotkanie trwa, dużo ludzi, dużo pomysłów, pozytywna energia. Wściekłych feministek brak. Zgłaszam się do ekipy organizacyjnej. Przygotowania, ulotki, plakaty... dzieje się. Zanoszę wzór do punktu ksero, odbieram ulotki, spotykam po drodze naszych, tak to dobrze brzmi: nasi tu są, uświadamiają ludzi. Jest happening na rynku z udziałem aktorów. Wracam ciąć ulotki, nowe twarze, mnóstwo nowych twarzy. Biegnę po plakaty... deszcz pada, ale co tam, plakaty muszą być. Jestem przeziębiona, ale trzeba przeć do przodu. 3 października zimno, wieje, deszcz, mokro, punkt informacyjny. Ludzie pytają, jest spore zainteresowanie choć pogoda nie sprzyja, chcą ulotki, chcą petycje podpisywać. Marsz milczenia.. ilość tłumów nie mieści się na Rynku Dębnickim… nic nie słychać… Kolumna służb porządkowych wygląda biednie przy tym tłumie, ale idziemy twardo, jestem ostatnia w kolumnie. Cały czas idziemy, mamy siebie w zasięgu wzroku, za plecami nie mam więcej służb porządkowych, czuję się niepewnie, ale idę z tłumem. Ludzie - Polacy i obcokrajowcy - spoza kolumny strajku podchodzą i pytają co się dzieje, kiwają ze zrozumieniem głowami. Rzeka ludzi przelewa się przez miasto razem z deszczem, który nie przestaje padać. Z bocznych uliczek dochodzą nowi ludzie ciągle nas przybywa. Docieramy na Rynek… jest spokojnie… ludzie skandują… niesamowity widok… Jestem tego częścią. To się naprawdę dzieje!

Agnieszka Marusarz

O jak operacja. Od czego się zaczęło? Dla mnie od tego, że zepsuło mi się kolano, co sprawiło, że bieg mojego życia się nagle zmienił, zwolnił. Cały dzień w domu, tyle czasu, a newsy z kraju były porażające. Ustawa Ordo Iuris - tak restrykcyjna, że wydawała się nierealna - była bliska wprowadzenia w życie. Za chwilę mogła dotyczyć mojej córki, ukochanej mojego syna, moich przyjaciółek. SIŁA nigdy nie jest w człowieka tak wielka, jak wtedy, gdy walczy o tych, których kocha. Śledziłam dyskusje na fb, pomyślałam: „trzeba to nagłośnić, niech im ktoś pomoże!” Ktoś… dlaczego nie ja? Bo nie chodzę? Bo 3.10 mam operację? Drobiazg, przecież COŚ jednak mogę zrobić, każdy może. Tak się zaczęło. 2.10 o godz. 23.00 nadal nie byłam spakowana do szpitala, rozmawiałam, pisałam, pracowałam… 3.10 raniutko, już w szpitalu, okazało się, że wyczerpałam limit internetu w telefonie. Zadzwoniłam do operatora sieci, płacząc prosiłam o pomoc, bo dziś muszę koniecznie wiedzieć, co u moich bliskich. Bliskich? Te kilkanaście kobiet, z którymi współpracowałam, które dopiero co poznałam, a kilku z nich nigdy nawet nie widziałam, ale z którymi czułam się tak bardzo związana… One walczyły, a ja musiałam śledzić informacje z frontu. Może będą mnie potrzebowały? Wtedy ta pani w biurze operatora włączyła mi natychmiast, za darmo dużą dawkę internetu i powiedziała kilka wspierających słów, zawsze będę jej za to wdzięczna. Strach. Czułam strach przed bólem, przed tym czy operacja się uda, przed tym, co będzie dalej. Ale też strach przed tym, czy na Rynek Dębnicki przyjdzie dużo ludzi, czy będą bezpieczni. I przede wszystkim czy strajk będzie skuteczny. Wróciłam z sali operacyjnej, włączyłam telefon, przeczytałam wiadomości, łzy leciały mi z oczu, ale serce było przepełnione dumą. Tak walczą polskie kobiety! Przyszła pielęgniarka, pomogła mi założyć czarną koszulkę, pogłaskała po głowie jak małą dziewczynkę. Pomyślałam: tyle wspaniałych ludzi na tym świecie, dla nich warto znaleźć w sobie odwagę, by zmieniać świat na lepsze. Operacja strajk i operacja kolano udały się. Przeszły do historii, tej mojej małej i tej wielkiej polskiej, szybko okazało się, że także i tej światowej. #8marca #MiędzynarodowyStrajkKobiet Ile nas będzie tym razem? Czy uda nam się, choć trochę zmienić świat? Przecież to nasz świat, nasza odpowiedzialność.

Edyta Gajewska

T jak Telpod. Październik 2016. Kilka dni do strajku. Nie śpię. Ciągle w kontakcie na fejsie z obcymi kobietami, pod telefonem, gadam z dziennikarzem z radia, roznoszę ulotki. Organizujemy strajk w Krakowie. W kilkanaście dziewczyn. Wciągam dziewczyny z FLU. Tworzymy w Telpodzie, Black on black Uterus - czarną, wielką, kolektywną macicę. Malujemy transparenty. Szyjemy czarnym na czarnym. Przychodzą do nas zupełnie nieznani ludzie, wciągają się, tworzą z nami, idą potem w marszu. Czwarte piętro, w oknach wisi napis STRAJK. 3 października rano, zaglądam jeszcze do pracowni, potem biegnę na Bulwary Wiślane, na spotkanie organizacyjne i robić zdjęcia. Deszcz, zimno, wstrząsające wyznania kobiece, do mikrofonu: o gwałtach, poronieniach, o zaznanej przemocy, o przerażeniu, o "wkurwie". Płaczę. Opowiadam do mikrofonu o własnej stracie. Lecę na Dolnych Młynów robić zdjęcia, tłum maluje tam transparenty. I potem już na Rynek Dębnicki, założyć koszulkę służb porządkowych i zabezpieczać marsz. Nie mogę robić zdjęć w trakcie, pilnuję, jestem na służbie. Dochodzimy na Rynek. Jest tłum, jest pełno. Nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Przeciskam się pod Adasia. Wyciągam aparat. Przede mną skandujące morze. Dostajemy sygnał, że ludzie wciąż idą, że są jeszcze na Alejach. To nie morze, to ocean. Niedowierzanie. Dziewczyny płaczą. Ja nie. Robię zdjęcia, kręcę filmiki. Czuję się jak po porodzie. Za moimi plecami na wielkim maszcie powiewa nasza Czarna Macica. Jestem cała przemoczona. Mam okres, krew spływa mi po nogach. Mówię pierwsze cześć kobietom, z którymi zetknął mnie los. Wspaniałym, dzielnym, odważnym kobietom, dziś już przyjaciółkom. Dziękuję Wam, że jesteście. Takie są właśnie kobiety w mojej okolicy. I to one zasługują na wolność, równość, poszanowanie godności, uznanie, szacunek. Dlatego idę 8 marca. Dlatego one wszystkie też idą. Bo nam się należy uznanie naszego człowieczeństwa. Bo nam się to, PO PROSTU, należy!

Agnieszka Fiejka

D jak Dolnych Młynów, mega moc wiele kobiet, wiele mężczyzn wspólnie przygotowywaliśmy transparenty na marsz, ważną informacją jest to, że kompletnie nie znaliśmy się. Dziękuję wszystkim, którzy byli z nami przez cały dzień i pod Mangghą i na Bulwarze Poleskim. Mimo deszczu, mimo zimna i wszystkiego innego, co stanowiło przeszkodę, by łatwiej było zostać w domu i zaszyć się w swojej krainie, bo tak prościej, bo tak wygodniej, nie robić nic. Później taniec na Dębnikach i marsz i służby porządkowe, a na koniec dnia lekcja jogi. Byłam mega zmęczona, ale szczęśliwa jak nigdy dotąd. Od bardzo dawna mówię o sile kobiet, o sile jednoczenia mimo podziałów, o tym, że niemożliwe nie istnieje i dlatego właśnie jestem jedną z organizatorek czarnego protestu w Krakowie 3.10.2016 r. Mam dość godzenia się na powierzchowność i przedmiotowe traktowanie kobiet spychanie nas do roli ..... i tu sobie sam odpowiedź na to czym jest dla Ciebie kobieta! To nie prawda, że jestem za aborcją, bo nie jestem, uważam, że każde życie jest święte i niech tak zostanie. Strajkowałam, żeby mój syn nie musiał tego robić. Wiem, że wszystkie organizatorki - jakby zaszła taka potrzeba - chwyciły by za broń, ale takiej potrzeby nie ma i dlatego tak ważna jest sprawa kobiet, tak ważna jest zmiana świadomość. Nie chce żyć w świecie pełnym agresji, gdzie podstawowe prawa są nam odbierane i rządzący tym światem podejmują za nas decyzje kompletnie nie rozumiejąc nas, ani naszych potrzeb . 8 marca będzie równie ważny #SolidarnośćNasząBronią #8M

Magdalena Bodurka

N jak Nowa Huta. Przystanek tramwajowy 3 października 2016, rano. Jestem ubrana na czarno, dziś strajkuję - właśnie jadę pod Mangghę, gdzie mamy spotkanie organizacyjne. Spodziewam się, że będzie nas garstka. Tymczasem na ten przystanek przychodzą kobiety w różnym wieku, spod jasnych kurtek wystają im czarne ubrania. Dziewczyny ok. 20-tki, starsze panie. Z parasolkami, uśmiechnięte. Wsiadam, a w tramwaju jest ich więcej, im bliżej Rynku, tym czarniej się robi. Uśmiechamy się do siebie. Po raz pierwszy wtedy myślę "O rany, to może się udać!". 5 dni wcześniej kilkadziesiąt kobiet spotkało się w kawiarni, żeby zorganizować strajk. Nie znałyśmy się wcześniej. 3 października stałam z nimi na pomniku Mickiewicza, patrzyłam na ten tłum, który nie mieścił się na Rynku Głównym i nie mogłam powstrzymać łez. Poczułam, że jesteśmy silne, że jesteśmy wkurwione i właśnie ruszyło się coś, czego nie da się powstrzymać. I nie dało się, Widzę to przede wszystkim w drobnych rzeczach, w każdej rozmowie, w każdej reakcji na coś, co jeszcze parę miesięcy temu tolerowałyśmy zaciskając zęby. Będzie trwało długo, ale przecież jesteśmy cierpliwe.

Monika Frenkiel

Loading...
Facebook Messenger for Wordpress